Wycieczka z przemyśleniami

W minioną niedzielę wybraliśmy się z Anią w góry. To był uroczy dzień, ale nie obyło się bez refleksji. Zacznijmy od tego, że plany do końca wisiały na włosku, bo pogoda była niepewna, straszyło deszczem, ale odważnie postanowiliśmy stawić czoła zachmurzeniu. Ania cała podekscytowana (wiedziała już, że w drodze powrotnej odwiedzimy babcię) dodatkowo cieszyła się perspektywą jazdy kolejką na Szyndzielnię. Wołała radośnie „pociąg”, w sumie logiczne, skoro rodzice mówią, że jedziemy kolejką:). Z Szyndzielni podeszliśmy do schroniska na Klimczoku i był to w naszym wykonaniu kawał wycieczki. Zazul na grzbiecie Taty wcale nie podzielał entuzjazmu rodziców górskimi widokami, za to humor Ani zdecydowanie się poprawił, kiedy Mama zaczęła przeskakiwać przez kałuże. Ania miała za zadanie wypatrywanie kałuż i w taki oto sposób udało nam się dotrzeć do schroniska na obiecaną zupę pomidorową i pierogi z jagodami. Gdybyście widzieli dumną szczęśliwą minę Ani czekającej grzecznie przy stole na zamówione dobroci. Zjadła parę kawałków pieroga, wypiła piankę z kawy i ruszyła raźno do Babci:) pokonując kawałek na własnych nogach z pomocą Taty. W drodze powrotnej do kolejki, w ramach atrakcji, Mama zainspirowana licznymi biegaczami na szlaku biegała jak kaczuszka, co Ania kwitowała salwami śmiechu, zwłaszcza gdy ruchy Kaczuszki imitował Tata. A o jakich refleksjach mowa? Na drodze dojazdowej pod kolejkę obowiązuje zakaz ruchu. Posiadaczy karty parkingowej dla osób niepełnosprawnych ten zakaz nie dotyczy, więc wjechaliśmy, nie mając pojęcia, czy pod kolejką znajduje się parking dla niepełnosprawnych, ale byliśmy niemal pewni, że będzie. W Unii przecież jesteśmy, pewne standardy powinny obowiązywać, jeśli nie te unijne to przynajmniej przyzwoitości. Parking owszem jest, ale o jego istnieniu dowiadujemy się dopiero pod samym budynkiem kolejki. Parking to właściwie za dużo powiedziane – raptem 4 miejsca na ziemistym poboczu. Wejście do kolejki dla osób niepełnosprawnych jest, ale zamknięte. Widział nas pracownik kolejki, ale przez szybę gestem pokazał nam, że mamy okrążyć budynek i wejść drzwiami głównymi, czytaj po schodach. Pewnie inaczej by się zachował, gdyby widział wózek inwalidzki, ale przecież nie każdy niepełnosprawny porusza się na wózku. W kasie ulgę na Anię szczęśliwie otrzymaliśmy. Zastanawiamy się czasem, czy jesteśmy jedynym państwem w Europie, gdzie powyższe sytuacje nie mówiąc już o zamykanych na klucz toaletach są na porządku dziennym. Góry sprawiły, że takie „drobiazgi” nie zdołały zepsuć naszych dobrych humorów, choć pewien niesmak pozostał.
PS: Zdjęć na razie brak, tradycyjnie zostawiliśmy aparat u Babci.

Najnowsze wpisy

Napisz komentarz