Lot po zdrowie

Kochani, pierwszy etap naszej misji wykonany – jesteśmy w Houston, już po uzupełnieniu prowiantu i zameldowaniu na kwaterze. Ponieważ dziś zaczęliśmy o 3.30 rano a w kraju jest już 01.30 pozwólcie, że bardzo pokrótce. Otóż do Frankfurtu zgodnie z planem, a nawet lepiej, bo widząc Anię wyciągnięto nas z kolejki i mogliśmy od razu iść na odprawę. Za to nasz plan na lot do Houston wziął w łeb – a wyglądał tak, że damy Ani Hydroksyzyne, co pozwoli jej usnąć i w niezłej formie dotrzeć na miejsce. Myśmy zrobili swoje, Ania jednak nie – nie uwierzycie zasnęła dokładnie w chwili przyziemienia, gdy odliczałem kilometry pokazane na ekranie. Wyszliśmy więc ze śpiącą Anią na rękach jako ostatni pasażerowie, śpiącą przeniosłem przez odprawę – gdzie po pytaniu czy z niepełnosprawnym dzieckiem trzeba stać w tych ogromnych kolejkach skierowano nas do króciutkiej – dla niepełnosprawnych. A w samolocie po drodze rysowaliśmy i pech chciał, ze jakieś turbulencje tak szarpnęły samolotem, że Ania, to nie ponury żart trafiła okiem w koniec kredki – płacz, mycie, maść i potem już lepiej, no było by nawet dobrze gdyby nie to, że mimo potwornego zmęczenia zasnęła dopiero przy lądowaniu. Teraz 2 dni dochodzenia do siebie i do San Diego.
Dziękujemy za wszystkie kciuki!

Recommended Posts

Napisz komentarz