Ameryka od podszewki

Ameryka od podszewki

Teraz po komórkach macierzystych dochodzimy do siebie, zwiedzamy Zoo, Safari park etc., ale niestety rozchorowała się córka przyjaciół u których mieszkamy, nie chcąc ryzykować zarażenia Ani musieliśmy się ewakuować. I tu klops – nic nie zarezerwowane a na dodatek Kalifornia i „spring break” – czyli amerykańskie wakacje – czytaj hotele pełne po brzegi. Nasza gospodyni znalazła nam jednak pokój w centrum, niedaleko lotniska, to wygodne – ze względu na dalszą podróż. Kończymy więc wcześniej zwiedzanie ZOO i jedziemy – no hotel to raczej jak motel z któregoś z klasycznych filmów drogi wygląda, w środku niestety gorzej, nic to, że przy jednej z głównych ulic, nawet nic to że, zaraz za oknem jeżdżą pociągi, natomiast „zapach”, „zapach” był nie do zniesienia, a że połączony z miękkimi wykładzinami nie zmienianymi pewnie od lat 80-dziesiątych, podobnie wyglądającym łóżkiem, uciekliśmy – no ale gdzie uciekać – szczególnie, że już zapłacone. Okazało się, że ta sama firma ma trochę dalej nowy hotel w tej samej cenie. I rzeczywiście tu jest znośnie, 2 kroki do portu a i tak większość czasu spędzimy w Zoo.
A na osłodę zdjęcia z ZOO głównie z motylarni, gdzie na koniec jeden z motyli usiadł Ani na buzi z czego początkowo nie była zadowolona, a potem – potem chciała jeszcze raz.

Najnowsze wpisy

Napisz komentarz