Historia pewnego spaceru

Już szykowaliśmy Anię do spania, woda lała się do wanny, gdy nagle Ania zarządziła nagły zwrot akcji. Zamarzyły jej się lody, zawołała więc „na lody” i wołała wielokrotnie, na nic zdały się wyjaśnienia, że już późno, pora spać, czy próby odwrócenia uwagi  i zainteresowania dziecka jakimś ciekawym zajęciem. Ania konsekwentnie dążyła do realizacji swojego planu, poraczkowała do przedpokoju i zabrała się za niełatwą sztukę ubierania butów, powtarzając: „na lody, dzisiaj”. Dziecięca fanaberia, moglibyście powiedzieć, a nas ujęły dziecięcy entuzjazm, wyjątkowe zdecydowanie i samodzielność ( ta ostatnia tak utrudniona przez chorobę). Co było robić, zakręcić kran, ubrać się i pójść na wiosenny spacer na lody. Ania porwała Krokodyla i trzy czwarte drogi pokonała na własnych nogach z jego pomocą. W naszej ulubionej kawiarni czekały na nas obłędne lody jarmużowe, od tej pory numer jeden na naszej liście, jeszcze się zastanawiamy skąd się wziął ten świeży smak owoców kiwi?:)

Najnowsze wpisy

Napisz komentarz