Jedzie pociąg z daleka czyli o wrocławskiej wycieczce mamy i Ani słów kilka

Pomysł odwiedzin turnusowego przyjaciela Stasia dojrzewał już od dłuższego czasu. W końcu do mamy dotarło, że należy zdobyć się na tzw. spontan i przeszła do czynu umawiając się właściwe z dnia na dzień, że w środę Ania pojawi się we Wrocławiu, w dodatku dotrze tam pociągiem. Tak, to była pierwsza podróż koleją. Specjalnie powiedziałam Ani o niej dopiero rano, żeby emocje nie zakłóciły snu. Zabrałyśmy ze sobą wózek, walizkę, plecak z wałówką i w drogę. Na dworzec odwiózł nas Wujek ( z Tatą mogłaby się Ania nie rozstać tak łatwo). Ania podekscytowana w przedziale śpiewała sobie ciuch ciuch:), rysowała, układała puzzle, oglądała świat przez okna, słowem podróż przebiegła spokojnie, choć  w pewnym momencie zniecierpliwiona pasażerka nie mogła się doczekać końca. A na peronie czekali już na nas Staś z Mamą. Po obiadku (Ciocia leczo przepyszne!) pojechaliśmy autobusem do centrum i to też była atrakcja, bo z reguły unikamy komunikacji publicznej z powodu kiepskiej odporności Ani. Obie byłyśmy zafascynowane zupełnie bajkowym placem zabaw w Parku Staromiejskim, który dla mnie osobiście wygląda jakby go żywcem przeniesiono z bajki o Alicji w krainie Czarów. Zdjęcia niestety nie oddają pełni uroku. Hitem okazała się także drewniana karuzela, aż dwa razy się na niej kręciliśmy za wyraźną namową Ani. Ania też pierwsza zauważyła, że Pan obsługujący karuzelę wyciągnął maszynę do robienia waty cukrowej,  i nie było siły, żeby Anię odwieść od pomysłu zjedzenia waty (a byliśmy już po pączkach i lodach), pamiętała także o Stasiu, bo przecież najfajniej je się w towarzystwie. A propos przygód kulinarnych, żeby nie było, dzień zakończyliśmy pizzą (Zazul pochłonął aż dwa kawałki, a ja trzymałam kciuki, żeby pizza się przyjęła). Na koniec Ania zasnęła w pokoju Stasia w łóżeczku turystycznym i spała jak na Anię naprawdę dobrze. Kolejnego dnia pogoda była zdecydowanie mniej łaskawa, lało cały dzień. Zaliczyłyśmy kolejny środek transportu –  tramwaj i w końcu mimo różnych logistycznych przeszkód dotarliśmy do Zoo.  Z racji ulewy i braku czasu wpadliśmy do Afrykarium jak po ogień,  ale trzeba powiedzieć, że jesteśmy nim zafascynowane. Ania najbardziej zapamiętała hipopotamy – mamę z maleństwem. Ja byłam pod nieodpartym urokiem zwierzęcia o bajkowym wyglądzie – mrównika (koniecznie spójrzcie do googla jak wygląda, bo niestety było ciemno i zdjęcia nie dało się zrobić) oraz manatów, które trzymały jedzonko w łapkach:).  Tłok i hałas dał się naszym dzieciom we znaki. Mamy wrażenie, że Ani nadwrażliwość na hałas zwiększyła się. Coraz częściej Ania łapie się za uszy i ze smutną miną mówi „gośno”. Podsumowując to były bardzo intensywne bogate w przeżycia dwa dni. Dzięki Ciocia za gościnę. Już tęsknimy! Z punktu widzenia logistycznego taka podróż z dzieckiem niepełnosprawnym, z wózkiem i bagażem łatwa nie jest. Małe piwo jeśli mamy na wyciągnięcie ręki pasażerów, których można poprosić o pomoc, gorzej jak trzeba za nimi gonić bo nikogo w polu widzenia. Pomocny jest wózek z wyjmowanymi kołami, można go wtedy wrzucić na półkę, kiedy zrobi się tłoczno. W drodze do Wrocławia pomógł nam pewien zawiany młody człowiek, który okazał się dla nas bardzo serdeczny i nie dość, że koniecznie chciał nam pomóc wynieść bambetle, to jeszcze częstował Anię paluszkami, które ta ochoczo zjadała, a mama miała strach w oczach:). W drodze powrotnej trafiłyśmy na przemiłych pasażerów, którzy nie pozostawali obojętni na Ani uśmiechy i choć Ania była już mocno zmęczona i zniecierpliwiona umilali Ani czas jak mogli. I tak jedna Pani śpiewała Ani kołysanki i czyściła brudne okulary, druga Pani pośpieszyła z komórką, na której Ania oglądała Maszę i Niedźwiedzia, z radością były przyjmowane Ani rysunki, a przy najmniejszej utracie równowagi asekurowało Anię kilka par rąk na raz. Pomoc w wyniesieniu bagaży mieliśmy zapewnioną, miłe pożegnanie również. Garść informacji o zniżkach – na bilet kolejowy dla osoby niepełnosprawnej  obowiązuje zniżka 78%, niestety nie mogłyśmy skorzystać, bo jeszcze nie otrzymaliśmy nowego orzeczenia o niepełnosprawności (minęłyśmy się z nim, bo właśnie w środę orzeczenie przyszło do domu). Za wstęp do wrocławskiego zoo opiekun z niepełnosprawną osobą płaci 20 zł (mam nadzieję, że nie tylko w czwartki jak można przeczytać na stronie Zoo, normalnie bilety są dość drogie, w końcu w pozostałe dni niepełnosprawny nie przestaje nim być). Afrykarium wyposażone jest w kilka wind, co zdecydowanie ułatwia życie. Komunikacja publiczna we Wrocławiu dla opiekuna i niepełnosprawnego jest bezpłatna. Będziemy miło wspominać naszą kolejową wycieczkę.

Najnowsze wpisy

Napisz komentarz