Miał być słodki post z urodzin i pewnie gdybym zdążył napisać go wczoraj to taki by był. Dziś już tak słodko nie będzie, bo pomimo, czy może niezależnie od tego, że wczoraj bawiliśmy się świetnie, że była Hania z Mamą, była Ciocia Joanna, że było „szukam”, że był tort, puzzle, prezenty, malowanie i gluty, że w kolejnej turze był Wujek „Jo” i Dziadek, to dzisiaj Ania niestety nie jest w formie. Rano (że miałem jeszcze z 2kg kolokwiów do sprawdzenia) pobiegłem do pracy, ale już koło południa telefon, że trzeba wracać. Wracam, Ania trochę nie w sosie, jakaś marudna, jakaś smętna trochę, wcześnie chce Dziadka, odbija jej się, siedzimy, rysujemy, próbujemy dać „mleka” – to zwykle uspakaja lub powoduje wymioty – co też zwykle przynosi ulgę – niestety tym razem poszło w wymioty. Chlusnęło przy stole, wycieramy, niosę Anię do łazienki, żeby porządnie umyć buzię, zęby, nie zdążyłem donieść, chlusnęło znowu. No to myjemy idziemy uspokoić się rysowaniem, a Ania, że chce pływać – no OK to idziemy pływać, do wanny znaczy, po pływaniu wycieramy robimy brzuszek (higiena PEG-a) Ania jakoś się pokłada opiera się mi na szyi zaczynam opowiadać bajkę (zawsze tę samą – odcinek o Maszy i pingwinku) i Ania zasypia. Wiecie, że ze mną jej się to prawie nie zdarza, więc z jednej strony się cieszę z drugiej martwię bo to może duże zmęczenie oznaczać. Po jakimś kwadransie Ania zaczyna się kręcić, chce Misię i po chwili rysować. Że jest dopiero ok.17 to idziemy rysować, puzzle, znów chcemy Dziadka, Dziadek przychodzi – Ania szybko mówi „pociąg” czyli jedziemy spać – jedziemy, ale akurat Mama idzie z psem a Ania znów zasypia tylko przy mnie i znów nie wiem co myśleć. Mama przychodzi, robi oczy (zakraplanie) Ania pospała chwilę i wstaje i rysować – ciągle wcześnie, idziemy rysować rysujemy – wymiotujemy, no to znowu myć, zęby i znowu puzzle. Za chwilę Ania pokazuje, że spać – no ok idziemy spać, Rysia dzielnie wytrzymuje kolejne tłamszenie, Ania zasypia, po chwili znów się budzi, znów wymioty potem jeszcze „fu”. Oczywiście mycie, trochę puzzli, trochę rysowania i naklejek, znów mleko, tym razem uspokaja i spać. No na sen daliśmy już (jak co noc, ale zwykle staramy się później, prochy melatoninę i alimemazynę) – teraz Ania śpi a my wolimy nie myśleć jak noc będzie wyglądała.
P.S. A posta i tak puścimy jutro rano, bo w tym wszystkim musimy myśleć i o zbiórce 1% i rozliczyć się z fundacją i pogonić sklep o pionizator i załatwić w PEFRONie dofinansowanie do pionizatora i częściowy zwrot za wózek – tak za ten który już jest i jeszcze wiele, wiele innych.

Recommended Posts