Badanie słuchu i ferie

Otóż tak, w piątek robiliśmy badanie BERA – rodzaj badania słuchu robiony we śnie. Oczywiście nie można było zrobić go zwyczajnie – w szpitalu, bo Ania nie dość, że na szpitale patrzeć nie może, to przy osłabionej odporności ładowanie się do szpitala pełnego zarazków jest szaleństwem (o ile nie ma ku temu pilnej potrzeby oczywiście). Ale badanie to można wykonywać i w domu pacjenta, gdy dziecko zaśnie. Od Paulina Wierzbicka dostaliśmy namiary na Panią, która to tak robi (dzięki!!!), tylko nie dojeżdża do Gliwic. Więc pojechaliśmy do przyjaciół do Tychów (bo tam już dojeżdża) i wieczorkiem położyliśmy Anię spać (na badanie byliśmy umówieni na 21.00) Ale Ania nie życzyła sobie pospać i wbrew swemu zwyczajowi spania przez jakieś 3h po uśpieniu, zaraz się znów obudziła. Była za chwilę dziewiąta, więc nawet nie dzwonimy przesuwać wizytę, Marta usypia Anie (już od początku Ania na lekach), pani Kasia przyjeżdża – tu znowu by nie wybudzać bez domofonu, tylko sygnał telefonem a ja zbiegam otworzyć. Przepraszamy, że Ania nie gotowa, pani Kasia słucha z wyrozumiałością, czeka aż Ania porządnie uśnie i zabiera się za przyklejanie elektrod. Ania trochę się kręci, pani Kasia mówi, że trzeba uważać by nie zerwała elektrod, Marta więc w gotowości i dosłownie za chwilę Ania błyskawicznym ruchem zrywa elektrody, płacze nie daje się uspokoić. Odpuszczamy, badanie nie udało się zrobić. W sobotę do domu, Marta dostaje 3h wychodnego na kurs oswajania haftu, które prowadziła nieraz wspierająca aukcje dla ANI swoimi pięknymi przedmiotami Lilu2art, więc ja z Ana na ściankę (ze strachem, bo jeszcze L4 a problemy, które mnie na nie wysłały pojawiły się dzień po poprzedniej wizycie na ścianie). Ale na szczęście „wujek Paciek” Pat Nit (dzięki Paciu!!!) przyjechał pobawić się z Anią więc daliśmy radę. Po ścianie Ania zarządziła wspólne lody – już też z Mamą i do domu, by w niedzielę ruszyć do Jeleniej Góry – gdzie jeszcze jesteśmy, do Term Cieplickich, bo dla Ani gorące kąpiele są więcej niż wskazane a i kocha je szczerze. Więcej o termach jutro napiszemy a już dziś mogę powiedzieć, że chyba ostatni raz podjęliśmy próbę pławienia Zazulca w polskich termach – ze względu na warunki higieniczne, które niby nie są złe (szukając właśnie na to zwracaliśmy uwagę) ale nie są doskonałe, co trochę widać na miejscu, ale co gorsze widać też po zaczerwienieniu miejsca na brzuszku Ani, gdzie PEG wchodzi do żołądka.

Recommended Posts