Polactwo a polskość

Nie, to nie będzie o polityce, będzie o ludziach, charakterach, zachowaniach.
Jesteśmy w Jeleniej Górze pławić Anię w termach, i tu 2 sprawy:
1) to higiena, przez którą więcej chyba do żadnych polskich term nie pojedziemy. Niby czysto, niby niecki basenów ze stali nierdzewnej, ale już obok czai się zielony grzyb, nie dużo – ot w żebrowaniach wokół basenów, trochę na zasłonce pod prysznicem, którego swoją drogą nie da się wyregulować by była dobra temperatura. Z doświadczenia wiemy, że gdzie indziej często jest gorzej, ale niestety widzimy i zaczerwienienie wokół miejsca gdzie PEG Ani wchodzi do brzucha.
2) mamy trochę doświadczenia z term innych – ostatnio austriackich i tam nie dość, że po prostu jest znacznie czyściej to ludzie są inni.
Niby to takie proste uśmiechnąć się do dziecka, które się uśmiecha, odrzucić rzuconą piłkę itp. Ale nie u nas, u nas większość ludzi z jakimiś grobowymi minami stara się Ani nie zauważać – a poza nadzwyczajnym strojem i trochę proporcjami jednak jej choroby tak bardzo nie widać.
Dziś na przykład prawie do końca pławienia się w wodzie Ania nawiązała kontakt z 3 rodzinkami. Czy nie jest symptomatyczne że jedna była niemiecka a druga czeska?! Dopiero pod sam koniec siedząc w wannie z bąbelkami nagle, czy ze względu na bliski kontakt, w którym widać, że Ania nie jest taka straszna, czy po prostu trafiliśmy na fajnych ludzi, Ania trochę się i z nieznajomymi pobawiła, a właściwie animowała całe jacuzzi jak to Ania. I dobrze, że na takich ludzi na koniec dzisiejszego pływania trafiliśmy, ale jakoś ze smutkiem porównujemy to z wizytami w termach w Bad HofGastein,
gdzie dosłownie każdy odwzajemniał Ani uśmiech, nie mówiąc już o Aniołach z Bad HofGasteinu – http://www.dlaani.pl/2018/08/anioly-z-bad-hofgasteinu/.
Kolejna sytuacja – zachęceni przez przyjaciół pojechaliśmy na dobry obiad do wyremontowanego pałacu, ludzi początkowo niewiele, przy drugim dużym stole, naprzeciwko, siedzą 2 sympatyczne rodzinki z dzieciakami, i jedno z dzieci pyta „co to” pokazując wózek inwalidzki Ani i rodzice (podkreślam ewidentnie sympatyczni!!!) nie wiedzieli jak zareagować widocznie nie chcąc zrobić Ani przykrości – tak nas wychowano, tak PRL chował niepełnosprawnych, że teraz dorośli nie potrafią, tak zwyczajnie powiedzieć: wózek inwalidzki. I to nie ich wina, to wina czasów, w których wzrastaliśmy i w których teraz jesteśmy. I na koniec niby drobnostka a jaka miła –
kątem oka widzę jak kelner szczerze i serdecznie uśmiecha się do Ani, wprowadzając i nas w dobry nastrój.

Recommended Posts