Refluksowych przygód ciąg dalszy

A wczoraj było tak:
rano Ania, niestety jak zwykle, bardzo nie chce iść do przedszkola, jedziemy jednak, zresztą już na schodach bloku się uspokaja. Potem do roboty, ale nie tak jak zwykle czyli dydaktyka/praca naukowa a – tak jak to jest u rodziców dzieci niepełnosprawnych – rozwożenie ulotek. Dziś byłem na wszystkich wydziałach, rozmawiałem czasem z kierownikami dziekanatów, czasem z dziekanami i jak co roku wszędzie chętnie porozdają pracownikom ulotki o 1% dla Ani, za co zresztą kocham Politechnikę. To zajmuje parę godzin bo nie dość że w Gliwicach trzeba trochę pobiegać to jeszcze wszak Zabrze i Katowice. Potem wracam na swój wydział, trochę czasu na normalną pracę (zaległości i tak nadrabiał będę, jak zwykle wieczorami/nocami) i telefon od Marty, że Ania zasnęła po powrocie z przedszkola. To zawsze zły znak, więc się uwijam i szybciej do domu, tam Ania już na nogach, ale tak trochę zmęczona. Potem telefon od Pani z radia, że dziś będzie krótki reportaż o Ani i już już mieliśmy go posłuchać, gdy Ania znów zaczęła się pokładać. Tak więc zamiast posłuchać usypialiśmy Anię – i uśpili pełni obaw. Potem jak zwykle przygotować leki i pompę, nadgonić zaległości i ok 21 Ania zaczyna się wybudzać i żąda pływać. No OK, idziemy pływać Ania wesoła, tylko jakoś oczy mruży mimo słabego światła. Potem jak zwykle brzuszek (higiena gastrostomii) i .. i „tam” czyli zmieniamy sypialnię, jeszcze Rysia, jeszcze Mama i znów zasnęła, może kilka godzin pośpi spokojnie. Jutro mocz na posiew i do analizy, potem, jeśli Ania będzie dobra to Poradnia Psychologiczno Pedagogiczna, bo szkoła tuż tuż a jeśli nie, to przychodnia i dom.
PS: A na zdjęciu Ania tuż po drzemce karmi Milusińskich.

Recommended Posts