Raport z ostatnich dni

Raport z ostatnich dni,
no więc tak, od środy Aniach choruje, biegunka, wymioty, padnięta podsypia za dnia więc w piątek lądujemy u lekarza. Może to jelitówka – bo strasznie Anię czyści, może zmiana mleka – „diety przemysłowej” (bo zbiegła się czasowo z chorobą a zostało wymuszone coraz częstszymi wymiotami i refluksem spowodowanym coraz gorszą tolerancją poprzedniego mleka). Ale „przegląd” – gardło, płuca wypadł dobrze. Tak więc zestaw leków, jeszcze inna dieta i usiłujemy przetrwać. Po bardzo ciężkiej nocy z piątku na sobotę następna była jeszcze dużo gorsza – Ania nie mogła mimo leków zasnąć, wybudzała się co chwilę, smutna, płaczliwa, bardzo nerwowa aż baliśmy się przez chwilę, że to zapowiedź powtórki tego małego wylewu, który mieliśmy jesienią, do tego co chwilę Anię czyściło, czego nie sygnalizowała, więc kilka razy trzeba było Anię kąpać. Na szczęście to nie był ten wylew. Po zmianie diety i na lekach brzuszek Ani się trochę uspokoił i trochę padnięta przetrwała sobotę do serii popołudniowych wymiotów – trochę może na własne życzenie, bo bardzo chciała groszku (konserwowego) i trochę dostała, a groszek potem do nas wracał i wracał. Po wymiotach zmęczona poszła spać około 17.00, więc Mama mogła nawet na chwilę się wyrwać do Cioci Joanny na urodziny, po godzinie Ania się budzi – na szczęście Dziadek mógł przyjść trochę Anię pozabawiać, potem jeszcze raz kąpać – Ania kocha kąpiele, więc jej nie żałujemy. Po kąpieli brzuszek(higiena gastrostomii) i jeszcze trochę pobawić się z dziadkiem. Ale dziwnie szybko Ania sama pokazuje, że chce spać. Kładę, zakraplam oczy i próbuję Anię uśpić bez Mamy, która już od ponad godziny „baluje”. Ania nawet jest bliska zaśnięcia – jeśli śledzicie Ani „przygody” to wiecie też, że bardzo walczę o to, aby Ania zasypiać potrafiła i bez Mamy. Walczę i przegrywam, bo poza okresem niemowlęcym Ania tylko ze mną zasnęła kilka razy i przeważnie – tak jak teraz, to znaczyło, że jest chora. Cóż, tym razem „prawie” zasnęła co znaczy, że z półsnu się wybudziła i zażądała mamy, która na szczęście była już w domu. Noc kolejna była już dużo lepsza, bo do 4 spała bez większych przerw i zasygnalizowała kupkę. Od 4 do rana, już nie było kolorowa- „bańka – wstańka”, jak mówi Mama. Potem Mama dosypia do południa, ja zabawiam Anię, która już jest lepsza (choć jeszcze nie dobra) – a fotki z niedzieli.

Najnowsze wpisy