Zoo

Niech Was nie zwiodą zdjęcia – bo to rezultat sił braku. Mieliśmy jechać w skały, ale noc nas przerosła. Ania poszła spać wcześnie, a gdy myśmy się już wybierali to zaczęła się wybudzać. I choć początkowo pozwoliła Mamie spać osobno, co chwila budząc się, czy to bo „mokro”, czy to bo chce Misi, czy tak, aby sprawdzić czy jestem obok, czy aby się pokręcić, pociągnąć za włosy, przytulić, to po 3.30 zażądała Mamy bezwarunkowo. Mama przyszła, Ania jeszcze raz chciała Misię a potem do 2-girgo pokoju. Że od lekarzy znamy kilka potencjalnych a niemiłych przyczyn takiego zachowania, po próbie lekkiej pertraktacji grzecznie przenosimy się do 2-giej sypialni już w 3-kę. I znów mokro, miziać, Misia i tak do rana. Około 7.00 Ania definitywnie wstała, ja z Anią oczywiście a Marta czując się nie za dobrze została doodsypiać. Miały być skały, budzę Martę przed 10.00, ale wciąć nie za bardzo, ja też ,mam dość, wybieramy opcją ZOO – tan ja z Anią ZOO a Mama spać. W ZOO zaczęło się dobrze, papugi, małpy, surykatki, żyrafi i „badziaba”. Na badziabie Ania ze 4 razy zjechała na zjeżdżalni i zobaczyła balony. No to sadzam na wózek, a Ania jakaś nie taka, i wymioty. Myjemy chusteczkami płuczemy buzię herbatą, sprzątamy piaskiem i idziemy po balon, potem do słoni, tam podpinam strzykawkę by powoli dawać Ani jeść. Od słoni wracamy już do samochodu, Ania niepokojąco „wisi”, chce spać. Nabiera wigoru przy sklepie, małe zakupy i do domu. W domu – wymioty – a jak. A potem z niepokojem na obiecaną wcześniej „ryba-ryba”. Jeszcze kąpać – w tym czasie ja robię rajd po Rossmanach, bo skończyło się mleko, które dajemy na noc, i kładziemy Anię spać.

Najnowsze wpisy