Domowa „badziaba”

Po ciężkiej nocy Ania pospała – z przerwami, z wybudzaniem ale i tak prawie do 11.00. Potem Ciocia Ola i Ciocia Asia umilały Ani dzień. Aż do momentu gdy trzeba było badać uszy – pamiętacie nasze próby wykonania badania Bera? Ania nie pozwalała więc Pan Norbert technik audiolog poradził, by spróbować bardziej „zgrubnego” badania za dnia. No i dziś przychodzę do domu a tam płacz „tata”. Bo Ania i tego badania nie chce pozwolić wykonać. Z prawym uchem nawet się udało uzyskać miarodajny wynik, miarodajny i niestety świadczący o problemach. Z lewym, mimo prób, już się nie udało. Wśród rzeczy, które Ania uwielbia jest „ryba-ryba” czyli sushi – wyobraźcie sobie, Ania kocha surowego łososia i cały rytuał maczania go w sosie. Tak więc próbując Anię uspokoić w czasie badania, odwracaliśmy jej uwagę mówiąc o sushi. Mimo, że badanie nie do końca się udało, to jak się obiecało „ryba-ryba” to trzeba było, nie bez ochoty z naszej strony, iść, a jeszcze Ciocia Asia dała się na sushi namówić. Tak więc idziemy, na miejscu Ania jak zwykle wcięła pokrojony na małe kawałeczki kawałek „łosia” a potem zażądała „lody”. Mamy względem Ani prostą „metodę wychowawczą”, jeśli można, zgadzamy się na jej pomysły/zachcianki. Tak więc i tym razem poszliśmy na lody. Po lodach Ania chciała „badziabę” ale tu niestety już zgodzić się nie możemy, jest dość chłodno a Ania osłabiona. Na osłodę obiecujemy badziabę w domu – i jak obiecaliśmy tak i zrobili czego efekty na zdjęciu.

Recommended Posts