Historia pewnego zdjęcia

Noc z piątku na sobotę nie należała do spokojnych. Ania mimo leków długo nie mogła zasnąć, a po 2 godzinach snu obudziła się i budziła się już mniej więcej co godzinę i tak do rana. Oczywiście byłam cała w strachu, bo jeszcze cały czas mam w pamięci zaniewidzenie Ani w październiku poprzedzone podobnie niespokojną nocą. Następnego dnia o dziwo Ania tryskała energią i humorem, zrobiła kilometry na własnych nogach, rozdając z radością swoje obrazki wszystkim napotkanym szczęśliwcom:). W połowie dnia nadszedł jednak kryzys i pierwsze wymioty. Po nich drzemka i wydawało się po sprawie, więc poszłyśmy na hydroterapię. Tym razem jednak sprawdziło się powiedzenie do trzech razy sztuka – po trzecich wymiotach Ania jak to Ania szybko się pozbierała (najwyraźniej pomogły) i wystroiła na dyskotekę. Bardzo się cieszyłam, że tak właśnie skończył się ten trudny dzień. Jeszcze dziś śmieję się, że o mało co Zazul nie rozwalił prowadzącemu panu imprezy, co chwilę nagabując go swoimi życzeniami a to kaczuszki, a to boogie wooggie. Pan do elastycznych nie należał, co Ani nie zaszkodziło się dobrze bawić, a ze swoją nową ‚czapką’ czyli różkami pszczółki zajechała dziś na śniadanie. Dziś także z okazji Dnia Mamy i Dnia Dziecka była jeszcze jedna impreza ku radości Ani. To były dopiero tańce i hulańce:) Muszę dodać, że nie pisałabym o tym wszystkim w tak lekkim tonie, gdybyśmy nie miały tu dobrego towarzystwa, na którym można polegać. Uśmiechamy się szeroko do naszych stołowych i nie tylko towarzyszek – uroczej Zosi, jej Mamy Ani i Babci Hani. Wszystkie trzy Ania uwielbia :). Na zdjęciu Ania na dyskotece.

Recommended Posts