Wakacje Szwajcaria Saksońska part 1

Źle to rozegrałem. W sobotę powrót z konferencji, nie zdążyłem się dobrze ogarnąć, nie zdążyłem Wam podziękować za dotrzymywanie Ani towarzystwa – DZIĘKUJĘ!!! a już w niedziele rano kolejny wyjazd na tydzień. Teraz już całą rodzinką jedziemy na wakacje-nie_wakacje.
wakacje, bo ruszyć się z domu, bo udaje się nawet coś pozwiedzać, a nie_wakacje bo oczywiście trzeba to wszystko podporządkować rehabilitacji Ani. Mamy nasze ulubione Austriackie termy, ale one są jednak daleko, podjęliśmy więc kolejną próbę – tym razem w Niemczech (czemu nie w Polsce jeśli nie pamiętacie znajdziecie we wcześniejszych wpisach). Wybraliśmy więc Szwajcarię Saksońską i strzał okazał się niezły, choć niestety woda – główny powód przyjazdu – trochę zbyt chłodna. Nie Ania nie marznie (w piance i kamizelce) ale mówi „zimna” gdy wchodzimy do najcieplejszych basenów. Ale potem się rozkręca, broi, pływa!!! (no z pomocą wypornościowej kamizelki) ale jakie to ma znaczenie, jeśli Ani poczucie wartości, samodzielności rośnie bo „pływa sama”:). Mógłbym dużo pisać o wspaniałych naprzemiennych ruchach nóg, o jakimś pobudzeniu do chodzenia – jest słoń-zjeżdżalnia, i Ania sama zjeżdża, „na brzuchu”, no na boku, ale jest szczęśliwa, że broi, i sama (tj. prowadzona przez nas, ale na własnych nogach) na tego słonia wchodzi. Jest i zwiedzanie, na razie skałki, jakieś mosty słynne itp, co fajne i na mostach Ania doszła do wniosku, że „sama” – i co prawda moje plecy odmawiały już posłuszeństwa w pozycji odpowiedniej do prowadzenia Ani, ale Ania na swoich nogach kilka kładek i wiele(!) schodków przeszła.

Recommended Posts