Chorujemy

Od tygodnia nie macie wieści, bo trochę chorujemy, więc siedzimy w domu i już już wyglądało, że jest dobrze, już się Mama zastanawiała czy w piątek Ani nie puścić do szkoły aż nastał czwartek. Noc taka se, idę do pracy, jakieś kolokwia, jakieś prace licencjackie ledwo to skończyłem SMS, że Ania nie bardzo, że wymiotuje, po czym kolejny SMS – „wracaj”. Wracam, Ania padnięta, okazuje się, że trochę pospała, czuje się jednak niespecjalnie, zbiera się na wymioty, wymiotuje, myjemy, ale Mama też padnięta, ja jestem, to Mama idzie odespać, Ania poleguje, czeka na ciocię, wymiotuje, znowu czeka. Dajemy Isostar- wyobraźcie sobie lepiej jest tolerowany przez Anię niż elektrolity apteczne. Mama wstaje, przychodzi Ciocia Kaczuszka – jak zawsze bawimy się w „szukam” – trochę puzzli, znów wymioty, potem się uspokaja, więc ja z kolei idę trochę odespać, bo padam na twarz, przespałem wizytę lekarza Ani (kontrolną co 3 miesiące), trzeba wstawać, bo Ciocia musi już iść, Ania chce pływać, więc wanna, „brzuszek”, puzzle, piosenki, Ania chce Misię, bierzemy Misię, chce spać – idziemy do łóżka, długie, oj długie usypianie, mimo Misi, mimo melatoniny, teraz śpi a Isistar kapie i nawadnia. Potem podłączymy „mleko”. Jutro przychodzi Ciocia Ola – „Ciocia Żabka”, która nas już ratowała i w środę, gdy Ania była znudzona wyłącznie towarzystwem rodziców – no bo ile można.

Najnowsze wpisy