Taka refleksja i trochę wieści

Tak, wiem to stare zdjęcie sprzed roku, widać po okularach:) ale emanuje z niego taka radość, że nie mogłam się oprzeć, żeby je przypomnieć, bo to o radości będzie post. Znacie to szczęśliwy rodzic, szczęśliwe dziecko i choć u nas bardzo często jest odwrotnie, to zgadzam się z tym w zupełności. Szczęśliwy to znaczy wypoczęty od czasu do czasu, wyspany (ha!), mający czas dla siebie, dla swoich pasji, czas na to żeby zadbać o swoje zdrowie, słowem zrelaksowany, uśmiechnięty. Wierzcie nam, bardzo usilnie staramy się dążyć do tego ideału, bo wiadomo, szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko, bo zupełnie inaczej reagujemy na trudne emocje, kryzysy, złe wiadomości, kiedy mamy w sobie zapasy siły, energii, spokoju, szczęśliwości. Od jakiegoś czasu jest nam zdecydowanie łatwiej – drużyna wsparcia Ani działa już od tygodnia. Ania bardzo się cieszy na widok każdej cioci, tak jakby dostała zastrzyk nowej energii i radości, a my tymczasem możemy odpocząć, posprzątać, ugotować obiad, upiec ciasto (wiecie, że w tę niedzielę upiekłam ciasto, pierwsze od wielu lat!), usiąść z kubkiem kawy i popatrzeć na pochłonięte zabawą uśmiechnięte dziecko, no tak, Ania potrzebuje jeszcze kogoś oprócz rodziców.

Najnowsze wpisy